Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania fiołki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania fiołki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Mały suplement do ostatniego wpisu, czyli fiołków ciąg dalszy :)
W tym roku postanowiłam częściowo pójść na łatwiznę ;) Każdy, kto kiedykolwiek kandyzował własnoręcznie fiołki, dobrze wie, jaka to żmudna, krecia robota, wymagająca anielskiej cierpliwości. Każdy, maleńki kwiatek trzeba przy pomocy pędzelka pokryć rozbitym białkiem i obsypać cukrem pudrem. Fiołki są bardzo delikatne i ich płatki łatwo sklejają się, tracąc swój kształt, więc trzeba je starannie rozkładać na pergaminie, uważając przy tym, aby całkiem nie zniszczyć kwiatka. Krótko mówiąc, to niemal koronczarska praca i przy kandyzowaniu większej ilości fiołków można dostać przysłowiowego fioła ;)
Zawsze z początkiem wiosny otrzymuję dużo zapytań o fiołki. Jaki to dokładnie gatunek fiołka, gdzie i kiedy się je zbiera, jak przechowuje i przetwarza. Pytania jak najbardziej słuszne, bo odmian fiołków, jest całe multum (znanych jest około 400 gatunków), więc łatwo się w tym wszystkim pogubić. Dlatego postanowiłam uporządkować temat tym wpisem, którego bohaterem jest kwiatek, bez którego nie wyobrażam sobie wiosny - dziki fiołek wonny (Viola odorata).
Słoiczek fiołków kandyzowanych dla tego, kto wymyśli bardziej wiosenny smak dla lodów od fiołkowego! ;)
Witam po świątecznej przerwie :) Dziękuję za wszystkie życzenia i mam nadzieję, że tak jak ja, cieszycie się wiosną.
W długie zimowe wieczory, kiedy tęskniąc za wiosną, oglądałam książki kucharskie, m.in. Jedyne Praktyczne Przepisy Lucyny Ćwierczakiewiczowej, obiecałam sobie (i Wam :)), że pierwszym prawdziwie wiosennym przetworem, który zrobię, będzie sok fiołkowy. Trudno wyobrazić sobie sok z kwiatów, nie mówiąc o jego smaku i to właśnie przekonało mnie, że nie spocznę póki nie spróbuję :) Kiedy więc tylko ogród pokrył się pięknym, liliowym, pachnącym dywanem, przystąpiłam do dzieła. Zbieranie fiołków jest żmudne, ale ich sezon przypadł akurat na jedne z pierwszych prawdziwie słonecznych i ciepłych dni i z przyjemnością spędziłam parę godzin w ogrodzie, zajmując się zbiorami kwiecia na sok i ciesząc się wiosną :) Bo wiosna najpierw pachnie fiołkami, a sok fiołkowy pachnie wiosną :) Jest słodki, aromatyczny, o głębokim liliowym kolorze. Smakuje świetnie rozrobiony z wodą mineralną. Przy okazji odkryłam przypadkiem, ze dodanie odrobiny soku z cytryny przywraca wywarowi z kwiatów ich pierwotny liliowy kolor.
Pytacie mnie często w listach, skąd biorę i gdzie nabyć można fiołki. Od razu mam wówczas przed oczyma sklepik jak z bajki, w którym uśmiechnięta od ucha do ucha zielarka sprzedaje pachnące słodko małe bukieciki, torebki, płatki i słoiczki wypełnione fiołkowymi kwiatkami :) I chociaż bardzo bym chciała, takiego sklepu jeszcze nie napotkałam. Fiołki trzeba zebrać :) Mam to wielkie szczęście, że każdego roku, na początku kwietnia, ogród moich dziadków pokrywa się liliowym dywanem fiołków, więc mam je prawie na wyciągnięcie ręki. I chociaż fiołkobranie oznacza zawsze przynajmniej dwie godziny, spędzone z nosem w trawie, to nazywam to najprzyjemniejszym żmudnym zajęciem świata :) Bo fiołki to przecież początek wiosny, zapach pierwszej świeżej trawy, pierwsze ciepłe dni i rozkoszne promienie słońca. Rozejrzyjcie się tylko dobrze wokoło - naprawdę rosną prawie wszędzie. Po zapachu je poznacie :)
Bardzo rzadko zdarza mi się robić bezy, tak samo jak rzadko je jadam. Ale tym razem nie mogłam się oprzeć :) Ostatnie w tym roku fiołki wrzuciłam do słodkiej, ubitej piany z białek, które zostały w zamrażalce po świątecznych wypiekach. Bo skoro kandyzowane fiołki suszone są w podobnej białkowej pianie (trochę mniej ubitej) z dodatkiem cukru i smakują świetnie, bezy też nie mogły się nie udać. I powiem Wam, że wyszły lepsze niż się tego spodziewałam :)
Kiedy na moim ogrodowym, liliowym dywanie na miejscu fiołków spotykam coraz częściej wystawiające swoje fioletowe języki do słońca kwiatki bluszczyka kurdybanka, to znak, że sezon fiołkowy ma się ku końcowi. Bluszczyk, mimo że też jadalny, to dużo bardziej zadziorny w smaku i ze swoją goryczką trafiający tylko do wytrawnych wielbicieli przysmaków z łąki, dlatego nie zastąpi mi niestety słodkich fiołków, z którymi w tym roku żegnam się pavlovą.
Naprawdę obawiałam się, że w tym roku fiołki będę zbierać prosto spod śniegu :) Jak wszystkich wokół i moje ukochane wiosenne kwiatki zaskoczył nagły powrót zimy, kiedy zdążyły już wystawić swoje pachnące główki z budzącego się do życia trawnika w ogrodzie. Na szczęście wystarczyło kilka dni, aby wszystko wróciło do normy, zima na dobre zabrała swoje manatki, fiołki rozkwitły w pełni, a ja, jak każdego roku o mniej więcej tej samej porze, mogłam wybrać się na fiołkobranie :)
Moje ukochane fiołki zaskoczyły mnie i przechytrzyły jednocześnie w tym roku. Wyjątkowo długa zima sprawiła, że musiałam czekać na nie bardzo długo i kiedy wszyscy pisali, że jest ich wysyp, w moim ogródku na dalekiej północy nie było nawet ich śladu. Pojawiły się w końcu tydzień przed Wielkanocą - akurat ten tydzień, w którym nie miałam ani chwili wolnego czasu na ich zbieranie. Na fiołkobranie wybrałam się dopiero w słoneczny, drugi dzień świąt, ale część kwiatków wówczas zdążyła już przekwitnąć, a większość przywiędnąć. Zostały mi takie fiołkowe "spady", które mimo wszystko, z lekkim rozczarowaniem zebrałam. A że wszystkie "spady" najlepiej sprawdzają się zapakowane w słoikach, we wszelkiej maści przetworach, więc i fiołki postanowiłam w tym roku przerobić na słodkie i pachnące smarowidło do pieczywa. Kiedyś miałam okazję spróbowania sklepowej konfitury z płatków fiołka - była ciekawa w smaku, chociaż wyraźnie "podkręcona" sztucznym aromatem. Początkowo miałam zamiar zrobić jej domową wersję, ale wizja przebrania wszystkich kwiatków i oddzielenia płatków od maleńkich części zielonych szybko zweryfikowała plan i stanęło na różowo-fioletowej galaretce :)
Święta za pasem, a ja wciąż w fiołkach! Ale tym razem jak najbardziej na temat, bo będzie mazurek fiołkowy:)
Świeżymi fiołkami można aromatyzować nie tylko cukier, ale też dużo zdrowszy miód. Tak jak cukier, miód można utrzeć z płatkami fiołka, tak jak ten, który dodawałam do masła fiołkowego albo całe kwiaty zalać podgrzanym lekko miodem w słoiku i uzbroić się w cierpliwość, bo tym sposobem miód jest gotowy dopiero po około dwóch tygodniach. Ten z ucieranymi płatkami jest bardziej aromatyczny.
Przyznaję się - trochę przegapiłam w tym roku sezon fiołkowy ;) Może nie tyle przegapiłam, co niewiele udało mi się z niego wycisnąć, bo zbiegł się z przygotowaniami do świąt wielkanocnych, a fiołki nie chciały niestety poczekać - kwitną jedynie przez około dwa tygodnie. Dlatego zdążyłam nastawić tylko ocet fiołkowy, który dla wszystkich zaglądających tutaj fiołkomaniaków, będzie już inspiracją na przyszły rok.
Koniec sezonu na fiołki nie oznacza końca zabawy z kwiatami jadalnymi. Wręcz przeciwnie - sezon kwiatowy dopiero się rozpoczyna! :) Niedługo po fiołkach kwitnie mniszek lekarski, znany powszechnie jako mlecz, którego jaskrawo żółte łany kwiatów zapowiadają słoneczną porę roku (prawda, że kwiat mniszka przypomina żarzące się promieniami słońce? :)) Z zebranych wiosną kwiatów mniszka można zrobić wiosenny miodek, doskonały na wzmocnienie odporności, z jego liści smaczną i zdrową sałatkę, a z płatków proponuję dziś proste, wiosenne, mniszkowe ciasteczka :)
Myślałam, że tegoroczny sezon fiołkowy zakończy się na wielkanocnej babce fiołkowej, kiedy po chwilowym wiosennym ociepleniu z dnia na dzień i z nocy na noc robiło się coraz zimniej, a ja miałam coraz większe obawy, czy po raz pierwszy nie przyjdzie mi zbierać fiołków w śniegu, o ile w ogóle jakieś uchowają się po przymrozkach. Trochę się uchowało na szczęście i udało się zebrać, choć nie były to najprzyjemniejsze fiołkowe zbiory, jakie pamiętam (jaka przyjemność ze zbierania, kiedy kostnieją palce :/). Na szczęście też, fiołki dobrze przechowują się w lodówce i takim sposobem trochę przedłużyłam ich żywot, więc do babki fiołkowej dołączą jeszcze przynajmniej dwa nowe, kwiatowe desery. Pierwszy to kokosowe rożki z fiołkową bitą śmietaną. Ależ one dobre! :)
Gdyby fiołki kwitły trochę dłużej, na przykład przez całe lato, a ja byłabym właścicielką kwiatowej cukierni, codziennie wypiekałabym pastelowe, makaronikowe skorupki i przekładała je fiołkowym kremem. Smakują wyjątkowo, ale już sam ich wygląd cieszy oko i nastraja pozytywnie :)
Słodkie fiołki,
Słodsze niż wszystkie róże.Co kryły wzgórze od stóp do głów,
Zmieniły się w słodki słoiczek, ach! ach! ;)
Sezon fiołkowy w tym roku definitywnie się skończył. Przynajmniej w moim ogrodzie :) Szkoda, że kwiatki nie kwitną przynajmniej tydzień dłużej, bo pomysłów na nie mam zawsze więcej niż czasu na ich zbieranie. Ale nie ma tego złego - za rok też zakwitną :)
Koszyczki wielkanocne, koszyki wiosenne z kompozycjami kwiatowymi i owocowymi, jesienne z orzechami, to jeden z moich ulubionych dekoracji mieszkania. Koszykom i koszyczkom zwykle nie mogę się oprzeć i mam już ich sporą kolekcję od tych mini do dużych wiklinowych. Tort "koszyczek' też chodził mi po głowie od dawna, koniecznie taki z plecionką z kremu maślanego. A skoro udało mi się nazbierać ostatnią tej wiosny porcję świeżych fiołków, wrzuciłam je do koszyczka - śmietankowo-cytrynowego tortu z fiołkami :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)