Sezon na grzane wino uważam za zamknięty! :) Wieczory z aromatycznym grzańcem, kocykiem i książką odkładam na kolejny listopad, a teraz wypatruję już tylko oznak nadchodzącej wiosny i czekam na ciepłe dni. Resztkę wina z korzeniami, (która doprawdy nie wiem, jakim cudem się jeszcze uchowała ;)) postanowiłam wykorzystać do ciasta, na które od dawna miałam oko.
Pierwsze skojarzenie na hasło "kuchnia naszych dziadków", to dla większości z nas kuchnia staropolska, regionalna, kresowa. Taka też pierwsza myśl przebiegła mi przez głowę, kiedy dowiedziałam się o sympatycznej inicjatywie Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych pod hasłem "Warszawskie Historie Kuchenne", mającej na celu zachęcenie warszawskich seniorów do podzielenia się swoim kulinarnym doświadczeniem i przepisami, którymi na co dzień uszczęśliwiają swoje dzieci i wnuki. Częścią projektu były warsztaty, a później konkurs na najciekawsze receptury uczestników, wyłonione przez jury z Jakubem Kuroniem i Maciejem Nowakiem na czele.
Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Kota (u mnie dokładnie Dzień S'kota ;)), więc nie zapomnijcie dostarczyć swoim kocim przyjaciołom dodatkowej porcji mizianka, głasków, pieszczot, zabaw i oczywiście ulubionej karmy :) Przydałyby się też jakieś "kocie" ciasteczka dla właścicieli, ale w szaleństwie typowo karnawałowych słodkości, niestety nie zdążyłam upiec. Zapisuję je sobie na przyszły rok :)
Nie zapominajmy też, że to Dzień Kota i ostatni dzień karnawału w jednym - dzisiaj są powody do mruczenia... ;)
Ostatnio odkryłam pewną zależność - im większe rozczarowanie tłustoczwartkowymi pączkami z lokalnych cukierni, tym lepiej każdego kolejnego roku wychodzą mi pączki domowe ;) Jeszcze kilka doświadczeń z gniotkowatymi ciastkami, "pachnącymi" niezbyt świeżym tłuszczem, a dojdę do perfekcji w smażeniu tych swojskich :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)