Pisałam ostatnio o letniej, owocowej klęsce urodzaju, ale okazuje się, ze nie tylko owoce są problemem. Nadmiar warzyw w lipcu i sierpniu też daje się we znaki. Z fasolką szparagową na czele! Fasolkę przynajmniej trzech gatunków, wysiewamy zawsze kilkukrotnie, w bezpiecznych odstępach czasowych i ilości, która "na oko" powinna sprostać zapotrzebowaniu rodziny. Najwyraźniej szacowanie "na oko" nie jest naszą mocną stroną, bo dziwnym trafem co roku zmagamy się z fasolkową klęską urodzaju :)
Za każdym razem, kiedy wakacyjnie odwiedzam miejsca na świecie znacznie bardziej oddalone na południe od naszego kraju-raju, podziwiam i zazdroszczę bujności zieleni, w szczególności tej ziołowej i jadalnej. Zawsze przekonuję się od nowa, że oregano greckie pachnie i smakuje inaczej niż te z mojej letniej grządki, rozmarynowe całoroczne żywopłoty w śródziemnomorskich krajach porównuję z moim rachitycznym rozmarynowym drzewkiem w doniczce w kuchni, a bujne pola lawendy przypominają mi o skromnym mini-krzaczku w ogrodzie.
Nie jest to zupa na upały, to fakt. Sycąca i pożywna, ze słuszną mięsną wkładką w postaci pulpecików z kaszą bulgur, spokojnie może być całym obiadowym, jednogarnkowym daniem. Mimo upałów za oknem, to najlepsza pora na taką zupę, bo jeszcze chwila, a zielony groszek całkiem straci swoją pierwszą świeżość i rozkoszną słodycz.
Ostatni lipcowy weekend spędziłam w Gdyni. W nowiutkim, supernowoczesnym Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Redłowie odbyła się już trzecia, tym razem wakacyjna edycja ogólnopolskiego spotkania blogerów See Bloggers. Dla mnie to pierwsze spotkanie z See Bloggers, a drugi, duży zjazd blogerski po Blog Forum w Gdańsku. Mam szczęście do miejsc, bo poza bliskością mojego stałego miejsca zamieszkania, Trójmiasto od czasów studiów traktuję jak drugi dom i mam do niego szczególny sentyment :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)