Nie piekłam w tamtym roku bożonarodzeniowych pierniczków i dlatego pewnie lekko męczył mnie niedosyt świątecznych ciasteczek :) Kolekcja foremek do ciastek z motywami wielkanocnymi powiększa mi się co sezon (w tym roku o baranka), więc w końcu postanowiłam wykorzystać ich potencjał i osłodzić wiosenne święta o lukrowane ciastka. Marzyły mi się pastelowe zajączki, kolorowe kurki, czupurne kogutki i wełniste baranki...
Nie ma bez nich świąt, to pewne. Symbolicznie i kulinarnie ściśle związane z Polską Wielkanocą, już w najbliższą niedzielę pojawią się w dziesiątkach (jak nie setkach!) kombinacji na świątecznych stołach. Nie mam zielonego pojęcia jak sprawę niemożności spróbowania najbardziej tradycyjnego, wielkanocnego dania rozwiązują np. weganie, ale zawsze po cichu im współczuję, bo najprostsza wersja jaj - ugotowanych na twardo, przekrojonych na połowę z kleksem dobrego majonezu, od zawsze jest dla mnie namiastką kulinarnego raju.
Kiedy wraz z nadejściem wiosny i Niedzieli Palmowej zaczyna udzielać mi się prawdziwa świąteczna atmosfera, zaczynam myśleć o mazurkach. To jedyne takie ciasto w roku, którego wygląd jest równie ważny, jak nie ważniejszy od smaku. Lubię wymyślać oryginalne mazurkowe kompozycje i bawić się ich dekoracją, ale zdarzają się przypadki i okoliczności przyrody, że niestety brakuje na to czasu. Znalazłam więc smaczną alternatywę dla pracochłonnych mazurków :)
Dwa tygodnie do świąt to czas, kiedy padają pierwsze decyzje, jak wyglądać będzie tegoroczny wielkanocny stół. Pierwsze sprzeczki na temat rodzaju świątecznych pieczeni, wybór farszu do jaj w majonezie (powinna być przynajmniej jedna nowinka), rozterki, czy aby cztery różne serniki to nie zbyt dużo, no i wiosenne sałatki na śniadanie - ile i jakie. Właśnie sałatki, obok jajek i zapiekanej białej kiełbasy ze świeżym, koniecznie ostrym jak diabli chrzanem są podstawą świątecznego, śniadaniowego menu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)