Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

Tarta ze świdośliwą

tarta ze świdośliwą i migdałami na kruchym spodzie

Zwykła - niezwykła tarta. Zwykła, bo to klasyka gatunku - kruchy, cieniutki spód i owocowe nadzienie, związane śmietanowo-jajeczną polewą. Niezwykła, bo po raz pierwszy udało mi się upiec ciasto w pełni świdośliwowe :) Wcześniej garstki jagód tego mało popularnego jeszcze u nas krzewu dodawałam do mufinek razem z leśnymi jagodami czarnymi lub innymi sezonowymi owocami do letnich ciast, ale nigdy nie były one smakiem dominującym, ponieważ miałam ich za mało. W tym roku, nasze dwa ogrodowe drzewka świdośliwy rozrosły się na tyle, że udało mi się nazbierać jagód nie tylko na tartę, ale i pierwsze z nich przetwory. Do tego dzikie gołębie i inne ptactwo - wielcy amatorzy tych oryginalnych przysmaków, okazali się wyjątkowo łaskawi, oszczędzając większość dojrzałych owoców i dlatego mogłam cieszyć się wyjątkowo pokaźnymi zbiorami :)

tarta ze świdośliwą i migdałami na kruchym spodzie

Świdośliwa jest wciąż bardzo rzadko spotykana w naszych ogrodach i tym samym rzadko wykorzystywana w kuchni. Z mojego internetowego śledztwa dowiedziałam się, że od wieków znana jest na przykład w Kanadzie. Na początku, jako dziko rosnący krzew, zapewniający pożywienie pierwszym osadnikom, później jako roślina hodowlana, popularna wśród współczesnych Kanadyjczyków. Owoce świdośliwy, jako bogate źródło antyoksydantów, witamin i składników mineralnych, spożywane są przez nich na surowo, ugotowane na parze, suszone lub w postaci owocowych galaretek z przetartego i podsuszonego miąższu. Oryginalnym, lokalnym produktem, który jeszcze teraz można znaleźć w kanadyjskich sklepach jest pemmican - niezwykle odżywcza potrawa, robiona z suszonych i zmielonych kawałków mięsa (najczęściej bizona, łosia lub jelenia), wymieszanych ze stopionym tłuszczem i owocami świdośliwy, która pozwalała kiedyś przetrwać srogie zimy. Podaruję sobie na razie wypróbowanie takiego ekstremalnego przepisu (ale może jacyś miłośnicy survivalu będą zainteresowani :)), ale postanowiłam sobie, że moich świdośliwowych skarbów nie zmarnuję w tym roku i przerobię do ostatniej jagódki. Na pierwszy ognień poszła tarta.

Wykorzystałam przepis Klotyldy z Chocolate&Zucchini, ponieważ zależało mi na wypróbowaniu owoców świdośliwy w jak najbardziej czystej formie, bez kremów i innych dodatków o zdecydowanym smaku. Tutaj jagody połączone są jedynie z cukrem i zmielonymi migdałami, które fantastycznie podkreślają ich naturalny smak - słodki, z lekko orzechową goryczką. Świdośliwa ma jeszcze jedną dużą zaletę - owoce nie rozpadają się w obróbce cieplnej! Zachowują swój kształt jagodowych kuleczek, przyjemnie stawiając opór pomiędzy zębami. Byłam bardzo mile zaskoczona, bo tarta smakowała świetnie na świeżo - jeszcze lekko ciepła, z kleksem jogurtu naturalnego, ale też na drugi dzień, kiedy kruche ciasto lekko zmiękło i tarta nabrała delikatnego, aksamitnego smaku. Jestem na tak i już czekam na kolejne świdośliwowe zbiory i eksperymenty deserowe i nie tylko :)

tarta ze świdośliwą i migdałami na kruchym spodzie

Tarta ze świdośliwą:

kruchy spód - 
85 g zimnego masła,
85 g cukru pudru,
170 g mąki,
1 łyżka zimnego mleka,
1 łyżeczka białego octu winnego,
szczypta soli

nadzienie - 
ok. 500 g owoców świdośliwy,
25 g zmielonych na mączkę, prażonych migdałów,
25 g cukru,
1 jajko,
1/4 szklanki śmietanki kremówki 30%

Przesianą mąkę wymieszać z cukrem pudrem i solą. Dodać pokrojone w kostkę zimne masło, jajko, mleko o ocet i szybko zagnieść ciasto. Uformować kulę i zawiniętą w folię schłodzić w lodówce.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Schłodzone ciasto rozwałkować i wykleić nim formę do tarty, łącznie z bokami (ciasto jest bardzo delikatne i może się rwać - w takim wypadku po prostu wykleić nim formę przenosząc kawałki). Ciasto ponakłuwać widelcem i piec około 15 minut, aż zrobi się lekko złociste.

W tym czasie umyte jagody świdośliwy wymieszać z cukrem i mielonymi migdałami. Napełnić nimi podpieczony spód. Wstawić z powrotem do piekarnika i piec kolejne 15 minut.

Jajko zmiksować ze śmietanką i polać jagody świdośliwy. Piec kolejne 15 minut, aż polewa zetnie się. 
Upieczoną tartę wyjąć i pozostawić do wystygnięcia. 
Najlepiej smakuje podana z jogurtem lub bitą śmietanką.

tarta ze świdośliwą i migdałami na kruchym spodzie

Już są! :)


Myślałam, że tegoroczne anomalie pogodowe całkowicie zniweczą ich pojawienie się tej wiosny. Ostatni, bardzo ciepły tydzień sprawił jednak, że zaczęły wychylać fiołkowe główki z trawy, najpierw pojedynczo, później całymi kępkami. Jest ich mniej niż w latach ubiegłych, ale ważne że są! :) W ciągu najbliższych dni czeka mnie fiołkobranie, a w związku z tym mogę Was już zaprosić na tydzień (albo dłużej, kto wie?) fiołkowych uciech :)

wszystkie zdjęcia zrobione telefonem Nokia 808 Pure View




Myślę sobie że ta zima kiedyś musi minąć...


Zazieleni się, urośnie kilka drzew...

Wystarczyło kilka cieplejszych promieni słońca, a w ogrodzie pojawiły się pierwsze, prawdziwe oznaki wiosny :) W tamtym roku, o tej samej porze, zbierałam już pierwsze fiołki, w tym - obserwuję nieśmiało przedzierające się przez śnieg pierwsze stokrotki i krokusy, z nadzieją, że może w końcu wiosna buchnie majem.

wszystkie zdjęcia zrobione telefonem Nokia 808 Pure View





Mimozami jesień się zaczyna...



... złotawa, krucha i miła :)

Dziwny scenariusz układa ten rok, ale początek jesieni podoba mi się o wiele bardziej niż mdłe, zimne i nudne lato. Ostatnio biegam jak szalona po ogrodzie i lesie, z aparatem fotograficznym w ręku, rejestrując feerię pięknych, nasyconych kolorów, iskrzących się w ciepłym, wrześniowym słońcu. Wprost nie mogłam powstrzymać się, aby nie wrzucić ich trochę i tutaj :) Dzielę się więc moją jesienią z Wami, a już jutro zapraszam na bardzo jesienne strudle, albo coś z jabłkami (bo Tatter mnie kusi ;))










Ziołowy ogródek

ziołowy ogródek jakie zioła


A jednak zbliża się - małymi kroczkami, ale jednak. Takiego ładnego weekendu, jak ten ostatni nie było od dawna, a lato w powietrzu poczułam pierwszy raz w tym roku. Nawet pielenie grządek z kiełkującymi powolutku warzywami było w sobotę czystą przyjemnością :) Najchętniej przedłużyłabym taki weekend na cały tydzień i dlatego dzisiejszy wpis wyjątkowo nie z kuchni, ale zapraszam Was do ogrodu :)

Każdej wiosny, z niecierpliwością czekam na moment, kiedy po zimie obudzą się moje ogrodowe zioła. Mam na myśli wieloletnie, aromatyczne rośliny, które posadzone raz świetnie radzą sobie same, a ich pielęgnacja ogranicza się do osłonięcia ich przed mrozem zimą i przycięcia tych najbardziej ekspansywnych, które lubią panoszyć się na dużym terenie lub przesadzenia ich w dogodniejsze miejsce wiosną. Te podstawowe, bez których mój ziołowy ogródek nie byłby sobą, to szałwia, tymianek, lubczyk, rozmaryn, melisa i mięta.

Szałwia z jej aksamitnymi, podłużnymi liściami ma bardzo intensywny zapach. Niewielka ilość posiekanego listka wystarcza, aby zaromatyzować sos, masło lub marynatę do mięsa. Prawdopodobnie to ta silna woń sprawiła, że w dawnych czasach wierzono, że szałwia ma wielką siłę nadprzyrodzoną, chroni przed demonami, gorączką i śmiercią. Już sama jej nazwa, pochodząca od wyrazu salvare - leczyć, ocalić, wskazywała, że już starożytni obiecywali sobie po niej wiele, przypisując ziołu lecznicze, wszechstronne, prawie cudotwórcze właściwości. Ja tam w szałwiowe cuda nie wierzę, ale nie zaszkodzi mieć ją pod ręką ;)

Tymianek, który wchodzi w skład mieszanki moich ulubionych ziół prowansalskich, jest nie tylko smaczny i pachnący, ale również bardzo urodziwy :) Drobne, cieniowane, seledynowo-zielone listki na delikatnych łodygach, które błyskawicznie się rozgałęziają, mogą być równie dobrze ozdobą grządek kwiatowych. I nic tak subtelnie nie ozdabia letnich potraw na talerzu, jak gałązka tymianku :)

ziołowy ogródek jakie zioła


Lubczyk, kuzyn selera (prawda, że mają podobne listki? :)), to żadne tam małe i delikatne ziółko, ale pokaźny krzak z mocnymi łodygami i grubym kłączem. Chyba każdy zna przypisane mu tajemnicze właściwości, które mogą sprawić, że uraczony lubczykowym rosołem osobnik może zapałać do nas nagłym, gorącym uczuciem ;) Od dawna roślina uważana była za magiczną i dlatego z odwaru z korzenia przyrządzano napoje miłosne lub noszono przy sobie suszone liście.
Wszyscy wielbiciele przyprawy maggi rozpoznają lubczyk bez problemu, bo właśnie on wchodzący w jej skład, nadaje jej charakterystyczny zapach.

Rozmaryn też ma dużo wspólnego z miłością :) W starożytności poświęcony był greckiej bogini miłości i piękna - Afrodycie i przez całe wieki później panny młode wkładały na głowy wianki z rozmarynu i mirtu. Bardzo lubię korzenny zapach rozmarynu, posypane ziołem pieczone ziemniaki, sałatki i pieczenie. Parę gałązek rozmarynu wrzucone do ognia potrafi zmienić smak i aromat zwykłych grillowanych potraw w wytworną ucztę. Rozmarynowy krzaczek najbardziej ze wszystkich wymienionych ziół boi się mrozu i dlatego trzeba go dokładnie zabezpieczyć przed zimnem na zimę lub w donicy przenieść na ten czas do domu. A na wiosnę koniecznie trzeba mu zaśpiewać "o mój rozmarynie rozwijaj się..." ;)

ziołowy ogródek jakie zioła


Do mięty nie trzeba chyba nikogo przekonywać :) Miętowe herbatki, odświeżające sałatki, desery, miętowe sosy do mięsa czy orzeźwiające mojito - dla mnie nie ma lata bez świeżej mięty. W moim ogrodzie była od zawsze i pewnie tak już zostanie, bo naprawdę ciężko ją skądś wyprosić - rozrasta się sama i bez niczyjej pomocy ;) Istnieje kilkanaście gatunków mięty, ale te najbardziej popularne to pospolita i pieprzowa (ta ciemniejsza, o błyszczących, nieomszałych liściach).

Jednym z moich ulubionych ziół ogrodowych jest melisa. Uwielbiam jej świeży, cytrynowy zapach i delikatne, jasnozielone listki o sercowatym kształcie. Melisa dodana do herbaty, zawsze pomoże ukoić skołatane nerwy i pokonać bezsenność, a sałatki i desery wzbogaci swoim świeżym smakiem i aromatem. Znajdziecie ją też na wielu moich zdjęciach, bo uwielbiam dekorować nią letnie desery i wypieki :)

ziołowy ogródek jakie zioła


Zioła, już w kuchni, będą bohaterami mojego kolejnego wpisu. I będzie coś dla mięsożerców dla odmiany ;)

Ogórki z ... miodem :)

świeże ogórki z miodem


Próbowaliście kiedyś? :)
Zanim uznacie, że chyba postradałam zmysły, sami spróbujcie przy okazji. Choćby kawałeczek, choćby tylko z ciekawości :)

A przepis jest taki - jednodniowe małosolne + świeży, płynny miód (ideałem jest taki prosto z plastra z ula :)) Ogórka macza się w miodzie i chrupie, chrupie, chrupie :)

To już taka nasza rodzinna tradycja - pierwsze "swoje" ogórki z ogrodu, nastawione na małosolne i świeży, tegoroczny miód (żałuję, że nie z własnej pasieki ;))
Niniejszym tegoroczny sezon ogórkowy uważam za rozpoczęty :)



Lawenda i lawendowe ciasteczka


lawenda i lawendowe ciasteczka

Za mną już pierwsze w tym roku lawendowe żniwa! :) Żniwa to może za dużo powiedziane, bo mamy w ogrodzie tylko trzy niewielkie krzaczki różnych odmian lawendy wąskolistnej - od bladoliliowej, o długich i wąskich kwiatostanach do ciemnofioletowej, gęstej i szybko rozwijającej się w urocze malutkie kwiatki. Ale marzy mi się, że kiedyś rozrosną się one w duży, wonny, liliowy łan, który będę mogła nazywać moją małą Prowansją :)

Większości ludzi lawenda i jej zapach kojarzy się z łazienkowymi, mydlanymi detergentami. I słusznie, bo już w starożytności aromatyzowano nią wodę do kąpieli, a sama łacińska nazwa Lavandula pochodzi od słowa lavare, oznaczającego nic innego jak "myć się". Oprócz tego, od dawna wierzono w leczniczą moc lawendy. Miała ona zapobiegać chorobom zakaźnym, leczono nią przeziębienia, choroby nerwowe, paraliże, a w średniowieczu używano jej nawet do walki z dżumą. Jak większość wonnych ziół, lawenda miała też pewne znaczenie mistyczne, ponieważ dym z jej spalanych gałązek traktowano jako kadzidło. Na szczęście szybko odkryto też zastosowanie lawendy w kuchni :)

lawenda i lawendowe ciasteczka

Lawenda na lavendogrę

Za jedno z najstarszych, udokumentowanych spożywczych zastosowań lawendy można uznać jej dodatek do składu ziół, z których wyrabiano popularną w XVIII wieku "wódkę królowej węgierskiej" - lavendogrę. Oprócz kwiatu lawendy miała w składzie jeszcze rozmaryn, szałwię i jałowiec. Dzisiaj nadal najczęściej wykorzystuje się w kuchni suszone kwiaty lawendy, ale cała roślinka może być oryginalną przyprawą. Suszone liście można dodawać do tłustych mięs i warzyw, a lawendowe gałązki przydadzą się przy grillu, bo wrzucone do ognia nadają dymowi i pieczonym potrawom przyjemny aromat. Mnie oczywiście najbardziej intryguje cukiernicze wykorzystanie lawendy :) Już sama uroda drobnych kwiatków i ich liliowy kolor, to gotowa dekoracja deserów i wypieków, a żeby zachować ich walory na dłużej, kwiaty można kandyzować, podobnie jak fiołki. Wysuszone kwiatki z kolei można dodawać do wszelkich słodkości, kiedy chcemy uzyskać delikatny, lawendowy aromat. Mam jeszcze pomysł na cukier lawendowy własnej roboty :) W ramach eksperymentu postanowiłam zbadać, czy suszone kwiaty lawendy są w stanie zaromatyzować kryształki cukru podobnie jak wanilia. Eksperymentować można zawsze :) ale w przypadku lawendy w kuchni zasada jest jedna - trzeba używać jej z umiarem i raczej delikatnie. W przeciwnym razie możecie mieć wrażenie, że podgryzacie kawałek mydła ;)

W tym roku nie zdążyłam jeszcze wysuszyć wystarczającej ilości lawendy, ale przy okazji chciałam przypomnieć pyszne, kruche ciasteczka lawendowe, które piekłam jakiś czas temu i prezentowałam w Galerii Potraw.

kruche ciasteczka lawendowe


Ciasteczka lawendowe:

3/4 szkl. cukru pudru,
1 łyżeczka suszonej lawendy,
140 g masła,
1 łyżeczka skórki otartej z cytryny,
1 i 3/4 szkl. mąki,
3 żółtka,
szczypta soli,
około pół szkl. cukru drobnego kryształu do obtoczenia ciastek.

Wymieszać cukier puder z lawendą. Dodać masło, skórkę cytrynową i sól i zmiksować wszystko aż masło stanie się białe i puszyste. Dodać mąkę i wymieszać. Na końcu dodać żółtka i wymieszać aż połączą się z ciastem. Ciasto uformować w kulę i umieścić w lodówce na około 30 min. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Ciasto rozwałkować do ok. 1,5 cm grubości i wyciąć ciasteczka. Każde ciastko obtoczyć z obu stron w cukrze krysztale. Piec ok. 15 min. do zarumienienia krawędzi.

kruche ciasteczka lawendowe

Szarlotka kruszonkowa (i jabłkobranie ;))

szarlotka kruszonkowa z jesiennymi jabłkami

Parę tygodni temu, wraz z początkiem kalendarzowej jesieni, pisałam ze mam nadzieję na jeszcze kilka dni słonecznej i ciepłej pogody w tym roku. Moje życzenie spełniło się :) Dawno już nie było tak pięknie i przyjemnie jak w ostatnią sobotę! Liście na drzewach i krzewach płonęły wprost i iskrzyły się nasyconymi żółcieniami, złocieniami i czerwieniami w promieniach ostrego słońca i chyba już ostatni raz tego roku można było porzucić na chwilę kurtki i płaszcze, by złapać ostatnie podmuchy ciepłego babiego lata. W tygodniu postraszyły nas pierwsze przymrozki i na zaplanowane na weekend "jabłkobranie", jak na życzenie, otrzymaliśmy prezent w postaci tej odrobiny lata w środku jesieni :)

Natura jest nieobliczalna i chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Tamten rok był rokiem bez jabłka. Przykro było patrzeć na nagie, posępne gałęzie jabłoni zupełnie pozbawione owoców. Drewiane skrzynki w piwnicy świeciły pustkami, a półki na próżno wypatrywały słoików z musami, kompotami, marmoladami i dżemami jabłkowymi. W tym roku z kolei przezywamy prawdziwą klęskę urodzaju! :) Drzewa uginają się pod ciężarem dosłownie oblepiających je, dużych, jędrnych i zdrowych jabłek. Wszystkie odmiany jabłoni, które mamy w ogrodzie, w tym roku obrodziły podwójnie, jak gdyby wynagradzając nam bardzo ubogi zeszły sezon. Antonówki, alwy, lobo, koksy pomarańczowe, bankrofty, beforesty, złote renety - wszystkie wydały owoce, z których większość mogłaby stanąć w szranki w konkursie na najpiękniejsze jabłko :) Czeka mnie najwyraźniej wielki festiwal jabłka przez całą zimę :)

szarlotka kruszonkowa z jesiennymi jabłkami

Sobotnie jabłkobranie zostało uwieńczone pajem jabłkowym i szarlotką kruszonkową. Paj znikął prosto z pieca, na gorąco, zanim zdążyłam wyjąć aparat ;) ale na pewno jeszcze do niego wrócę w osobnym wpisie, bo to moje ukochane, jabłkowe, jesienne ciasto. Dzisiaj oddaję pierwszeństwo wypiekowi, który każdy kojarzy z jabłkiem. Myślimy jabłko - mówimy szarlotka :) Odmian szarlotek jest prawdopodobnie tyle ile odmian jabłoni. Kruche, półkruche, biszkoptowe, z pianą lub bez, z jabłkami surowymi, prażonymi lub marmoladą. Każdy ma swoją ulubioną i każdy wraca do niej przynajmniej kilka razy w roku. Moja jest najprostsza z najprostszych - kruszonkowa ze świeżymi jabłkami, chrupiąca i pyszna zarówno na ciepło jak i na zimno. Przepis Dziunni (znowu! ;)) z forum CinCin. Zmniejszyłam tylko proporcje o połowę, by pasowały do mniejszej prostokątnej blaszki lub okrągłego naczynia zaroodpornego.

szarlotka kruszonkowa z jesiennymi jabłkami


Szarlotka kruszonkowa:

1 kostka masła,
1,5 szklanki mąki krupczatki,
1,5 szklanki mąki pszennej,
2/3 szklanki cukru pudru,
szczypta soli,
ok. 1,5 kg jabłek (im więcej tym lepiej!)

Masło rozetrzeć z mąkami wymieszanymi z cukrem i solą. Nie zagniatać w kulę, tylko opuszkami palców formować grudki. 2/3 kruszonki wysypać na wysmarowaną masłem blachę, lekko ugniatając. Jabłka starkować na grubych oczkach (jezeli puszczą duzo soku - odcisnąć). Jabłka mozna wymieszać z cukrem waniliowym i cynamonem, po czym ułozyć na kruszonkowym spodzie. Posypać pozostałą częścią ciasta. Piec około 40-50 min. w temperaturze 200 stopni. Upieczoną szarlotkę mozna polukrować lub posypać cukrem pudrem i cynamonem.

Jesień, jak to tak...




Nie można już narzekać na kiepskie w tym roku, chłodne lato, które zanim się na dobre zaczęło (hmm, właściwie to czy te parę dni względnej, gorącej pogody można nazwać pełnią lata?), już się skończyło. Od wczoraj mamy kalendarzową jesień i narzekać nie wypada. Jest zimno, deszczowo, szaro i mgliście, bo taka jest jesień i już. Pozostaje tylko mieć nadzieję na kilka dni jej złotego i słonecznego oblicza, parę udanych spacerów do lasu (w tym roku mam wyjątkowego pecha co do grzybobrania ;)), może nawet jeszcze jakieś ognisko z pieczonymi w popiele ziemniaczkami? :)
Tak, bez ogniska na pewno się nie obejdzie, bo to przecież pora porządków w ogrodzie. W ciągu najbliższych tygodni trzeba wyzbierać wszystkie warzywa, zanim nadejdą pierwsze przymrozki i zanim pokuszą się na nie inni, mniejści mieszkańcy ogrodu. Na drzewach wiszą jeszcze dorodne w tym roku, jabłka i gruszki, pod których ciężarem dosłownie uginają się gałęzie. Aronia, której nie straszne pierwsze jesienne chłody, również czeka na swoją kolejkę. Zbierzemy je razem, bo aronia z jabłkami tworzy szczególnie dobraną i lubianą przez nas parę w postaci różowej marmolady lub musu do zimowych naleśników i szarlotki. Czekam też na dojrzewające dynie, które cieszyć będą i oczy i podniebienie :)



Tydzień temu byłam, jak zawsze na jesiennych targach rolnych w Starym Polu. Targi, głównie ogrodnicze i pszczelarskie tym razem, połączone były z dożynkami regionalnymi. Okoliczne gminy i duże gosppodarstwa rolne przedstawiały swoje osiągnięcia i wystawiały wieńce dożynkowe wykonane w całości z plonów. Niektóre były bardzo okazałe i pomysłowe i musiały kosztować ich autorów naprawdę sporo pracy. Kompozycje z kłosów i ziaren rozmaitych zbóż, połączone z owocami, warzywami, kwiatami i pieczywem zachwycały symboliką i misternym odtworzeniem szczegółów i form.



W dożynkach jest coś mistycznego i pięknego. Podziękowanie naturze za plony ma głęboki sens, bo każdy z nas wie, że natura jest potężna i kapryśna i nigdy nie możemy być pewni tego czy następnego roku znów obdarzy nas dorodnymi plonami czy też klęską nieurodzaju. Podziękowania należą się też ludziom pracy, którzy pomogli naturze i dzięki którym te plony miały szansę dojrzeć i zostać zebranymi. Cieszę się, że trafiłam na dożynki, bo czasem warto to sobie przypomnieć lub uświadomić.



W zasadzie, to ta jesień wcale nie jest taka zła ;) Zawsze będę wolała gorące lato, ale zapachu świeżego miodu, pieczonych jabłek, kieszeni i torebek pełnych kasztanów, długich wieczorów przy ciepłym kaloryferku, książce, muzyce Stinga i paju jabłkowym nie zamieniłabym na inne miejsce na ziemi, gdzie panuje wieczna spiekota :)

Skorzonera

skorzonera, wężymord, zimowy szparag

To dla mnie nowość. Nazwa obijała mi się czasem o uszy, wspominała ją w swoich opowieściach babcia, ale nigdy wcześniej nie spotkałam się z nią osobiście, nie próbowałam, ani nawet nie bardzo wiedziałam jakiego typu warzywem jest. Tego roku postanowiliśmy zapoznać się bliżej z tym prawie całkiem zapomnianym warzywem i eksperymentalnie wysialiśmy wiosną w ogrodzie. I oto jest - przedstawiam Wam skorzonerę :)

skorzonera, wężymord, zimowy szparag

Wygląda dość niepozornie, trochę jak afrykańska siostra pietruszki o ciemnobrązowym podłużnym korzeniu i białym, soczystym miąższu. Lepki, gęsty, biały sok, który wydziela się po przekrojeniu korzenia barwi na ceglasto-czerwono i trzeba uważać przy jego obieraniu i nie przestraszyć się, kiedy woda w której gotuje się skorzonera, niczym ze sceny horroru, zaczyna robić się czerwona.

Skorzonera pochodzi z południa Europy i przybyła do nas prawdopodobnie z Hiszpanii, gdzie zaczęto ją uprawiać dopiero od XVII wieku. Wcześniej w rękach medyków i zielarzy spełniała rolę leczniczą jako środek przeciwko jadowi żmij. Stąd znana jest też pod dużo mniej zachęcającą nazwą - wężymord :) O wiele bardziej przemawia do mnie jako "zimowy szparag". Skorzonera po ugotowaniu rzeczywiście przypomina w smaku szparagi i poza zdrowym, bogatym w sole mineralne i witaminy wnętrzu, jest to jej największa zaleta. Mimo że to tylko "prawie jak szparag", to w przeciwieństwie do krótkosezonowego oryginału, zimotrwałą i łatwą do przechowywania skorzonerą można cieszyć się całą zimę. Oprócz szparagowego korzenia, jadalne są też młode, zielone listki, z których chętnie, szczególnie we Francji, przyrządza się sałatki. Osobiście jeszcze nie próbowałam, pochłonięta na początku tajemniczym korzeniem, ale w przyszym roku na pewno posmakuję też listków :) 

skorzonera, wężymord, zimowy szparag
  
Na dobry początek przyrządziłam skorzonerę najprościej - gotowaną, z wody, z masłem i bułką tartą. Po ugotowaniu zmieniła kolor na lekko różowy (warzywo-kameleon! :)) i bardzo wszystkim smakowała. Marzy mi się zapiekana w tarcie lub otulona ciastem francuskim. A może skorzonerowa sałatka? Myślę, że pomysłów na skorzonerę nie zabraknie mi przez długie zimowe miesiące. A w przyszłym roku posiejemy ją znowu :)

skorzonera, wężymord, zimowy szparag

Wiosna w ogrodzie




Właściwie to już późna wiosna. A od tygodnia mamy prawdziwie letnią pogodę! :) Kiedy słupek w zewnętrzym termometrze skacze powyżej 20 stopni, a każdego ranka budzi mnie słońce i błękitne, czyste niebo, zaczynam budzić się do życia. Rozpiera mnie energia, znikają problemy z wczesnym wstawaniem do pracy i ogólnym dobudzeniem się. Życzyłabym sobie takiej pogodny przez całe lato. A najlepiej przez cały rok! :) Może z pojedynczymi deszczowymi dniami i dwoma tygodniami mrozu w okolicach Bożego Narodzenia, aby nacieszyć się śniegiem ;)

Jest tak pięknie i przyjemnie, że tym razem z kuchni zapraszam Was do ogrodu. Ogród to mój mały, prywatny, ekologiczny sklepik ze zdrową żywnością. Uprawiany i doglądany przez całą rodzinę, dostarcza nam świeżych, nietkniętych chemią owoców i warzyw przez całe lato. O tej porze roku lubię obserwować jak wschodzą buraczki, marchewka i pietruszka, jak zielony groszek zaczyna się wspinać po drewnianych tyczkach. Z niecierpliwością czekam na pierwszą cukinię, fasolkę szparagową i oczywiście truskawki! :) Jak co roku, pierwsze w owocowo-warzywnym wyścigu są wczesne odmiany jagody kamczackiej. Już teraz granatowe pysznią się na krzaku, a ja przymierzam się do pierwszych w tym roku jagodzianek! :) Jeszcze parę tygodni, a ogród nabierze nowych kolorów i kształtów. Ale już jest pięknie...


Zdjęcia z kwiatowej części ogrodu znajdziecie na moim fotoblogu