Jesienni maniacy dyniowi nie zadowalają się tylko podjadaniem dań z dyni. Dyniowi maniacy dynię również piją. Na deser popijają dyniową latte lub ciemną kawę z syropem dyniowym (koniecznie w towarzystwie dyniowego ciasteczka ;)). A na śniadanie lub drugie śniadanie, piją pożywny koktajl z dyni, czasem modnie nazywając go dyniowym smoothie.
Warszawska pańska skórka, krakowski miodek turecki czy poznańskie słodkie rury z ciasta piernikowego - słodkości, które kojarzą mi się z dniem 1 listopada. Dorzucam do tego biało-czerwone lizaki "grzybki" obtoczone w cukrze, sprzedawane przed cmentarzami w moim mieście, odkąd tylko pamiętam (do dziś nie mogę powstrzymać się od kupienia i schrupania choć jednego "grzybka" ;)) Jednak tradycji przygotowywania specjalnych dań i wypieków w domach, związanych z tymi szczególnymi dniami początku listopada nie mamy (chyba że o jakiejś nie wiem?), a że ja bardzo lubię podróżować kulinarnie, poszperałam w tradycjach innych kultur i na 1 listopada upiekłam w tym roku meksykański chleb umarłych - pan de muerto.
Ostatni tydzień października przywitał mnie mroczną pogodą od samego rana - nie bardzo optymistyczną, choć całkiem adekwatną dla przełomu października i listopada. Odpowiedni anturaż dla wytaczających się zewsząd pękatych dyń - widzę je w witrynach sklepowych, w przydomowych ogródkach, na parapetach okien. Tak, to ich czas. W najbliższych dniach będą zdobić, straszyć i mam nadzieję, że też smakować :) Żeby umilić sobie i Tobie ten mroczny, jesienny czas, proponuję rozkroić jedną z dyń i upiec smaczną, słodką, nieskomplikowaną włoską tartę dyniową.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)