Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania scones, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania scones, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Kiedy mam ochotę na słodką, jeszcze ciepłą bułeczkę na śniadanie, a niekoniecznie chce mi się czekać na wyrastanie i pieczenie drożdżowego, scones są dobrym rozwiązaniem. Małe, brytyjskie bułeczki, które najlepiej smakują właśnie na ciepło, a jeszcze lepiej w towarzystwie masła, gęstego jogurtu lub bitej śmietanki i owoców. Chyba nie muszę dodawać, że o tej porze roku najwspanialsze są scones z truskawkami :)
To musiało być dobre lato, bo moja ogrodowa lawenda jednak zakwitła po raz drugi :) Po raz drugi mogłam więc cieszyć się świeżym lawendowym zapachem w domu i raz jeszcze nabrałam ochoty na lawendowe małe co nieco w mojej kuchni. Angielskie scones to właśnie takie małe co nieco do przegryzienia przy okazji południowej kawy lub herbaty, słodka przekąska, która urzekła mnie od pierwszego kęsa, kiedy zwiedzałam brytyjską wyspę. Scones to coś pomiędzy kruchym ciastkiem i słodką bułeczką, wypiekane zwykle w okrągłym, beczułkowatym kształcie i podawane z masłem, konfiturą i śmietanką (najczęściej z nieznaną u nas clotted cream), w towarzystwie filiżanki herbaty. Te najpyszniejsze, które miałam okazję próbować, wypiekane były na miejscu (najłatwiej znaleźć takie w miejscach z szyldem Tea Room) i podawane na ciepło.
Na koniec dyniowego festiwalu proponuję małe pomarańczowe bułeczki śniadaniowe :) Ela z My Best Food proponowała wytrawne dyniowe scones z szałwią i parmezanem, a ja, na fali korzennych wypieków, upiekłam scones w wersji na słodko, z rodzynkami i orzechami, po raz kolejny z przepisu ze strony Joy of Baking.
Skonam jak nie zjem dziś "skona", to pewne! ;) Kiedy dopada mnie tęsknota za wyspami, zaczynam od rana nerwowo szukać wycinarek do scones i już wiem, czym będę raczyła się na śniadanie. Zauroczyły mnie od pierwszego wejrzenia i pierwszego pobytu w maleńkim, przytulnym angielskim Tea House - jeszcze ciepłe, z chrupiącą skórką, podane z gęstą śmietaną i malinową konfiturą do południowej herbaty. Wrzuciłabym je do jednego worka z mufinami, magdalenkami, finansjerkami i crumpet'sami - takie niby nic, a cieszy :) Bo scones, to słodkie mini-bułeczki na sodzie, wcale nie przesadnie puszyste i wcale nie przesadnie pyszne same w sobie. Nabierają charakteru dopiero w połączeniu z masłem, konfiturą, słodką śmietanką i filiżanką dobrej herbaty lub kawy. Najlepsze są wyjęte prosto z pieca i nie potrzebują nawet interwencji noża, bo same lekko pękają podczas pieczenia mniej więcej w połowie swojej wysokości - wystarczy przełamać je i przełożyć ulubionym nadzieniem.
Z babskiego brunchu u Nobull :)
U Nobull niestety nie miałam przyjemności gościć, ale wykorzystałam jej przepis z Galerii Potraw na inny uroczysty babski brunch w gronie przyjaciółek :)
Herbata lub kawa i ciasteczka - takim rytuałem najbardziej lubię celebrować środek dnia i złapać oddech w południe. Dlatego też uwielbiam brytyjski zwyczaj popołudniowej herbaty w towarzystwie scones z masłem, marmoladą i gęstą śmietaną. Scones z kolei przypominają bardzo amerykańskie biskwity na maślance, które jada się na śniadanie, w zależności od upodobań - na słono lub słodko. Moje dzisiejsze ciastka z truskawkami i bazylią są mixem brytyjskich scones i amerykańskich biskwitów (u nas z biskwitami kojarzymy zupełnie inny rodzaj ciastek), a łączy je to, że też najlepiej smakują tuż po upieczeniu - jeszcze na ciepło, z filiżanką kawy lub herbaty.
Wybaczcie, że znowu nie było mnie tutaj trochę, ale tak to już jest, że świat zatrzymuje się na chwilę, kiedy traci się przyjaciela, a ja niestety straciłam ostatnio moją kocią przyjaciółkę i niezawodną asystentkę kuchenną :( Jednak świat toczy się jednak dalej, więc wracam z obiecaną wakacyjną relacją.
Uwielbiam wiosenne poranki :) Pierwsze dni, kiedy po przebudzeniu nie trzeba błądzić w mroku i zapalać światła, bo do okien od świtu zagląda słońce, napełniają mnie nową energią i optymizmem, zagubionymi gdzieś jesienią i zimą. Odkąd przeprowadziłam się do wymarzonego mieszkania z oknami od strony wschodniej, poranki cieszą mnie podwójnie. Mam ochotę przenieść się ze śniadaniem lub poranną herbatką na zalany słońcem balkon, doglądać kwiatów, wysiać kolejną porcję nasion na kiełki lub doniczkowe zioła. W pierwsze dni wiosny lubię też celebrować drugie śniadania. Dobrze, że istnieją weekendy! ;)
... I'll show you something to make you change your mind
Pozwólcie, że chwilę odetchnę od gotowania i powspominam moją wrześniową wyprawę do Londynu :)
Kiedyś zastanawiałam się, czy zgodziłabym się na propozycję stołowania się tylko i wyłącznie w eleganckich i słynnych "gwiazdkowych" restauracjach. Mimo całej pokusy, ani przez chwilę nie wahałaby się powiedzieć nie. Za nic w świecie nie zamieniłabym choćby placków ziemniaczanych, miski makaronu z truskawkami i śmietaną, czy kwaskowatej szczawiowej z jajkiem, kawałka babki ziemniaczanej z chrupiącą skórką i placka z owocami na nawet najwspanialsze kulinarne eksperymenty na talerzu. Bo może być coś lepszego od blachy pachnącej radością drożdżówki z truskawkami i kruszonką latem? :)
Mamy karnawał - poza balami, zabawami, imprezkami, prywatkami, hulankami i swawolami - czas pączków, faworków, oponek, obwarzanek i róż karnawałowych! Przyznam, że chociaż faworki muszą obowiązkowo pojawić się w moim domu w czasie karnawału przynajmniej raz, róże robiłam w tym roku po raz pierwszy w życiu. Okazały się niewiele bardziej pracochłonne od faworków, a o wiele bardziej dekoracyjne! :) Przepięknie prezentują się w szkle lub na płaskiej, białej paterze i zanim wszystkie zostały schrupane, cieszyły oko i były wspaniałą, jadalną, zimową dekoracją stołu.
Zanim zabrałam się za produkcję róż, przewertowałam masę przepisów i znalazłam bardzo różne wersje. W części przepisów ciasto zawierało stopione masło, w innych słodką tłustą śmietankę, w jeszcze innych proszek do pieczenia (!?) i dodatki smakowe, jak np. skórkę pomarańczową lub cytrynową. Jako zupełnie początkująca w temacie róż karnawałowych, na dobry początek postanowiłam wykorzystać stary, dobry, wypróbowany i najprostszy przepis na ciasto faworkowe z Kuchni Polskiej (przy okazji za jednym zamachem wysmażając też talerz chrustów ;)). Wyszły bardzo dobre - delikatne i kruche, a przy tym nie traciły kształtu i nie rozklejały się podczas smażenia.
Dzisiaj dla odmiany propozycja dla skrzydlatych czytelników tej strony, w szczególności dla papużek i kanarków ;)) Żartuję sobie oczywiście, ale kiedy robiłam te ciastka, przypomniały mi się przysmaki, które serwowałam moim skrzydlatym, śpiewającym przyjaciołom z dzieciństwa - z wyglądu identyczne :)
W ostatni piątek duża część świata grała w zielone, kibicując zielonej wyspie, jak zawsze hucznie świętującej obchody święta patrona Irlandii - dnia św. Patryka. Przy tej okazji, sama wspominałam swoją wyprawę do Dublina, zwiedzanie miasta i okolic i smakowanie miejscowych specjałów. Oprócz pysznych scones, sytego irlandzkiego śniadania (podobnego do English breakfast) i kawą po irlandzku, suto zaprawioną whisky, Irlandia kojarzy mi się z soda bread - okrągłym, ciemnym chlebem na sodzie. Ale przypomniało mi się, że Irlandczycy mają jeszcze inny, godny polecenia i spróbowania chleb - tym razem pełnoziarnisty, pszenny chleb na drożdżach i melasie, nazywany po prostu chlebem brązowym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)